-Ja,a coś ze mną nie tak?-zapytał przerażony.
-Czy pan nie jest może jakimś krewnym pacjentki?
-Nie.-odpowiedział pewien
-Wasze DNA jest bardzo podobne. Musicie państwo mieć wspólne pochodzenie i to bardzo bliskie.
-Zaraz... Czyli mogę być dawcą?-zapytał zdezorientowany
-Tak w 100%. Zaraz zapraszamy pana do sali przygotujemy pana do operacji.-dodał i zniknął w sali.
Niall szybko odszedł od nas i wykonał jakiś telefon. Wrócił po chwili zapłakany.
-Ej Horan nie bój się to nic strasznego.-pocieszył go Liam
-Nie o to chodzi. Rebeka.....ona.....
-Co z nią?!-nie wytrzymałem i wydarłem się na cały szpital
-Jest... moją przyrodnią siostrą.
-Jak to?-zapytaliśmy razem.
-Mój ojciec odszedł od mojej mamy po tym jak jego kochanka zaszła w ciąże. Miałem w tedy około 3 lat.Od tego czasu nie mieliśmy kontaktu. Dowiedziałem się,że ma córkę i mieszka w Polsce. Teraz mama mi powiedziała,że on nie żyje od 3 lat. Zgadza się z rokiem śmierci ojca Beki i jej ojciec też miał na imię Jackob...Zawsze chciałem mieć młodszą siostrzyczkę.-nic nie zdążyliśmy powiedzieć bo zabrali go lekarze. To trwało strasznie długo pobieranie szpiku od Nialla potem przeszczep Rebece. Całe 24 godzin siedzieliśmy na korytarzu. W końcu pozwolili nam wejść do Beki i Nialla na szczęście byli w tyj samej sali. Li,Lou i Hazz po 30 minutach pojechali do domu odpocząć. Pogadałem chwilę z blondynem i podszedłem do łóżka mojej ukochanej. Pocałowałem ją w usta i zacząłem mówić do niej.
-Kochanie już teraz wszystko się ułoży. Będziesz zdrowa. Królewno proszę cię obudź się.-podczas mojego "przemówienia" weszła pielęgniarka
-Panie Malik proszę już iść do domu i wrócić jutro.-z nie chęcią wyszedłem i pojechałem do chłopaków.
***Oczami Rebeki***
Obudziłam się w szpitalu.Nic nie pamiętałam dlaczego tu jestem i jak się tu znalazłam.Totalnie czarna dziura w moim mózgu. Zobaczyłam na łóżko obok gdzie leżał Horanek. O Boże czy my mieliśmy jakiś wypadek? Gdzie są chłopcy? Gdzie jest Zayn?
-Nialler.-powiedziałam cicho. On z uśmiechem wstał i usiadł obok mnie.
-Co się stało? Co my tu robimy?
-Zemdlałaś.Zawieźliśmy cię tu i okazało się że masz białaczkę. Na szczęście nie była zaawansowana. Ja byłem dawcą bo jestem... twoim bratem.
-Co?-chłopak opowiedział mi całą historię,a z moich oczu popłynęły łzy.-Braciszku.-wyszeptałam i mocno wtuliłam się w niego.
-Nigdy cię nie opuszczę.Do końca życia będę się tobą opiekował.Kocham cię siostrzyczko.
-Przez ostatnie kilka lat byłam sama. Teraz mam wspaniałego chłopaka,przyjaciół a teraz mam cudownego brata.Cieszę się że tu przyjechałam.
-Ja też piękna.Teraz idź spać.-dał mi buziaka w czoło i poszedł do swojego łóżka.Szybko zmorzył mnie sen. Rano obudziły mnie rozmowy.Z niechęcią otworzyłam oczy i ujrzałam masę ludzi. Zayn,jego rodzina,El,Dan,chłopcy,jakiś chłopak trochę starszy od chłopców i jakaś starsza para wnioskowałam że to rodzice kogoś z nich.
-Beki wreszcie wstałaś!-przywitała mnie Safaa
-Hej a co was tak dużo?
-Wszyscy przyjechali po ciebie skarbie.-cmoknął mnie Zayn
-Beki o moja mama i ojczym i brat Greg.-przedstawił mi ich blondyn
-Boże jaka ty jesteś podobna do Jackoba.-powiedziała mama Nialla i przytuliła mnie
-Wiem,dużo osób mi mówiło że jestem podobna do ojca.
-Zawsze możesz na mnie liczyć, w końcu jesteś siostrą moich synów.-dodała
-No witaj w rodzinie siostra!-krzyknął przytulając mnie Greg.
-Dziękuję wam. Czyli jak przyjechaliście po mnie to mnie dziś wypisują?
-Tak kochanie.-odpowiedziała Eleanor
-Musisz bardzo o siebie dbać i czasami przyjeżdżać na kontrole.-dodała Danielle. Przyszedł lekarz i ich wyprosił.Zbadał mnie i spojrzał na moje wyniki,
-I jak panie doktorze?-zapytałam
-Szpik bardzo dobrze się przyjął i nawrotów choroby nie powinno być. Powinna pani zostać w szpitalu jeszcze tydzień ale pani rodzina i znajomi prosili i obiecali że będą się panią zajmować,więc za chwilkę przyniosę pani wypis.
-Bardzo dziękuję
-Nie ma za co. To moja praca.-uśmiechnął się i wyszedł. Do mojej sali weszli Zayn i Doniya i zaczęli pakować moje rzeczy.Horan też dziś wychodził i czekał na mnie zresztą. Mulat wziął mnie na ręce i wszyscy wyszliśmy. Jak zwykle nie opuszczali nas nasi"przyjaciele" dziennikarza. Było nas wszystkich szesnastu,więc żeby każdemu było wygodnie pojechaliśmy dwoma busami....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*.*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz